wtorek, 23 września 2025

Bilet wstępu do miasta

     Jedyne miasto na świecie, do którego wstęp jest za opłatą ogłosiło, że w 2026 r. również będzie pobierać taką daninę od turystów jednodniowych.

Trzeci rok z rzędu Wenecja próbuje uporać się z nadmiarem turystów i wprowadza bariery finansowe dla osób, które  zaglądają do miasta  przejazdem, spędzając w nim tylko kilka godzin.  W nadchodzącym roku ograniczenia mają  obowiązywać od kwietnia do końca lipca. Przez 60 dni w roku, głównie w weekendy,  opłata za pobyt będzie pobierana od osób, które nie zostaną w mieście na noc. Zwolnione z niej zostaną dzieci.

Pilotażowy program płatnego pobytu władze miasta wprowadziły w 2024 r.,  a obecnie pracują nad jego rozszerzeniem i wcale nie mają zamiaru go likwidować.  Nie wiadomo, jakie będą opłaty w nowym sezonie, ale dotychczasowe wynosiły od 5 do 10 euro.  Turyści mają obowiązek zarejestrowania się w specjalnej aplikacji. To samo muszą zrobić osoby wjeżdżające do miasta, które zostały z  opłaty zwolnione.

Obecność jednodniowych turystów powoduje wiele problemów,  natomiast zyski z ich pobytu są złudne.  Mieszkańcy, skazani dotychczas na wiele ograniczeń, aprobują takie rozwiązania.  Na razie Wenecja nie wprowadziła limitów osób  wjeżdżających do miasta, ale  nie jest pewne, czy takie rozwiązania nie pojawią się w przyszłości.

Karpacz wciąż nie znalazł pomysłu, jak ograniczyć  pobyt jednodniowych turystów, którzy w sezonie powodują zakorkowanie i zatłoczenie miasta.  Być może parking przesiadkowy częściowo złagodzi problem, ale go nie zlikwiduje. Dlatego warto przyjrzeć się bliżej rozwiązaniom, jakie stosuje Wenecja.

 

środa, 17 września 2025

Trumienne wozy chciwości

Przyjechały wozy Drzymały? Nie, to chciwość przekroczyła i zagarnęła Dziki Potok.

Przygotowania zaczęły się już jesienią ubiegłego roku. Wtedy „ktoś” wyciął zbędne drzewa, zerwał darń z łąki pod lasem i wytyczył miejsca postojowe. Szum  się zrobił dopiero wiosną, kiedy przywieziono olbrzymim transportem cztery czarne budy na kółkach i postawiono za Dzikim Potokiem, przy Głównym Szlaku Sudeckim. Bieg górskiego  strumienia został zmieniony, a kawałek czerwonego szlaku prowadzącego na Grabowiec przestał istnieć. Świadkiem jego wcześniejszego  przebiegu jest już tylko pień strzaskanego drzewa. Szybko okazało się, że gminna biblia, czyli miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego na taką „inwestycję”, w tym miejscu nie pozwala. Powiadomiono nadzór budowlany, była wizja lokalna i  zapadła  długa cisza, która trwała nieprzerwanie przez wakacje, aż po dziś dzień.

Całe lato hulał biznes, jak się patrzy. Wynajęte domki, mimo że mija połowa września i zrobiło się chłodno nadal są wynajmowane i cieszą się powodzeniem. Rozłożone leżaczki obok bud imitują wypoczynek na łonie natury. Żadnemu turyście nawet nie przyjdzie do głowy, że właśnie tę naturę niszczy. A „przedsiębiorczy organizatorzy” tego procederu liczą kasę, która wpada do ich własnych głębokich kieszeni – bo przecież nie do miasta…

Wóz Drzymały jako symbol nieustępliwości i oporu wobec zaborczej władzy stał się sławny na cały świat i dobrze się zapisał w historii Polski.  Czarne wozy, które przyjechały nad Dziki Potok, śmieją się gminnej i powiatowej władzy prosto w twarz.  Zamiast kółek mają teraz podmurówkę i stoją sobie, jak gdyby nigdy nic. Są symbolem nieprawdopodobnej bezczelności inwestorów - krętaczy i kompletnej indolencji lokalnych władz.

Pasożytnictwo kombinatorów na koszt Karpacza ma się dobrze. Oni podatków nie płacą.

 

wtorek, 9 września 2025

Zbuntowane władze gminne ponad prawem?

     Zaczęło się od smogu i pobierania bezprawnie opłaty miejscowej, a nie wiadomo, czym się skończy. Sprawa bezpośrednio dotyczy Zakopanego, ale może w przyszłości  odbić się rykoszetem w Karpaczu.

Dwa tygodnie temu Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok, w którym oddalił skargę kasacyjną burmistrza Zakopanego i stwierdził, że gminie nie wolno było pobierać od turysty  opłaty miejscowej. Władze Zakopanego mimo to postanowiły, że danina w wysokości  2 zł za nocleg nadal będzie egzekwowana. W Zakopanem użyto cwanej sztuczki: ponieważ uchwała rady gminy ws. opłaty miejscowej za 2015 r. została wcześniej uchylona przez sąd, to sięgnięto po starą uchwałę z 2013 r. Teraz, na jej podstawie hotelarze pobierają opłatę. 

Prawnik gminy Zakopane zasłania się tym, że wyrok dotyczy sprawy indywidualnej, a nie całego miasta, które ma przecież legalną uchwałę rady.  Właściciele obiektów hotelarskich też wolą pobierać opłaty od turystów, niż narażać się na kary od  gminy. Zupełnie co innego twierdzi autor skargi. Zaznacza, że „wyrok pokazuje, że nie ma miejsca na kreatywne interpretacje prawa – opłaty i podatki muszą być oparte na jasnych przepisach”.

Tymczasem  burmistrz Karpacza twierdzi, że miasto  nie ma problemu ze smogiem. Jeden z dwóch czujników, zawieszony „sprytnie” przy Wangu w Karpaczu Górnym wskazuje,  że powietrze jest niczym nie skażone, stale niemal krystalicznie czyste. Jednak zimowa akcja Alarmu Smogowego z olbrzymimi płucami w centrum przy ul. Parkowej pokazała całkiem coś innego. Postawione płuca z dnia na dzień robiły się coraz bardziej czarne.   

Niedługo rozpocznie się sezon zimowy  i znowu zaczną masowo zjeżdżać się turyści.  Może się zdarzyć, że któremuś z nich nie spodoba się w Karpaczu ani jakość powietrza, ani pobieranie opłaty miejscowej i pójdzie z tym do sądu. Co wtedy zrobi miasto? Przypominam, że budżet Karpacza w 2024 r. powiększył się  o prawie 5 mln złotych dzięki opłacie miejscowej.  Polecam artykuł w Bankierze: tutaj

 

niedziela, 31 sierpnia 2025

Biedni radni. Nie mają na nic czasu

    Tego jeszcze nie było! Zaledwie jedna komisja Rady Miejskiej zebrała się przed pierwszą  powakacyjną sesją. W dodatku na godzinę przed  rozpoczęciem obrad.   Czyżby inne komisje nie znalazły wystarczających powodów, ani czasu, żeby się spotkać?

Burmistrza Karpacza na sesji nie było, zabrakło również trzech radnych. Obrady prowadziła zastępczyni; to ona starała się odpowiadać na pytania i rozwiewać wszelkie wątpliwości. W programie sesji z 26 sierpnia 2025 r. znalazły się tylko dwie uchwały, dlatego tym razem najdłuższą częścią obrad stały się „Sprawy różne” z dziesiątkami pytań i uwag radnych. Uchwały odnosiły się do zmian w budżecie gminy - umowy ws. planu ogólnego - które bez żadnych  kłopotów przyjęto.  

Poruszane problemy w sprawozdaniu międzysesyjnym, dotyczyły:  poprawy sygnalizacji świetlnej, wycinki drzew, przystanków autobusowych, studzienek kanalizacyjnych i kosztów organizacji Tour de Pologne. Natomiast w „Sprawach różnych” mówiono m.in. o stacji przesiadkowej, stacji doładowania elektryków, działaniach konserwatora zabytków oraz uchwale reklamowej.  Radni otrzymali wyjaśnienia  ws. działek przy sztucznym lodowisku, ale zabrakło odpowiedzi na pytanie o niedokończoną przebudowę Sanssouci w Karpaczu Górnym.

Radni wystawili sobie kiepskie świadectwo dopytując się o Kartę Mieszkańca i pomieszczenia po sklepie spożywczym przy ul. Karkonoskiej. Okazało się, że to przez ich ociąganie się i zaniedbania sprawy stoją w miejscu.

Możliwe, że radni nie zdążyli wrócić z wakacji na czas albo byli zbyt zajęci własnymi, prywatnymi interesami, żeby zaangażować  się w sprawy mieszkańców. A przecież do czegoś się zobowiązali i nie wykonują swojej pracy społecznie. Diety, które pobierają nie są symboliczne.

 

piątek, 22 sierpnia 2025

Jak uniknąć kłopotliwych tematów? Zrobić odpowiednie podsumowanie!

Zanim radni przypomną sobie, że wakacje dla nich już się skończyły, proponuję jeszcze raz zajrzeć do  Raportu o stanie Gminy Karpacz za 2024 r., przyjętego większością głosów  na ostatniej sesji.

W Podsumowaniu, rozdziale końcowym  Raportu,  zdecydowaną większość miejsca przeznaczono na sukcesy miasta.  W czterech rozbudowanych punktach wymieniono, przede wszystkim rozwój infrastruktury, wskazano na wzrost dochodów i efektywne zarządzanie finansami oraz aktywność w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. Problemy Karpacza wymieniono tylko trzy  i skromnie je omówiono. Były to: spadek liczby turystów z powodu powodzi, zaległości w opłatach za lokale oraz brak uzyskania zgody na przeznaczenie gruntów leśnych na nieleśne.  Dopiero z tekstu w środku Raportu wynika, że chodzi o Kopę.

Zrezygnowano całkowicie tym razem z powszechnie stosowanej w Raportach o stanie gmin analizy SWOT, czyli z przedstawienia mocnych i słabych stron miasta oraz szans i zagrożeń.

Z wyjątkiem pierwszego Raportu za 2018 r., w którym zabrakło podsumowania,  każdy następny dokument kończył się obszerną tabelą, przedstawiającą blaski i cienie naszej gminy. Teraz, za jednym zamachem skreślono ważne informacje, które zwięźle charakteryzowały miasto i  jego położenie.  

Można zrozumieć, że władze miasta wolą się chwalić niż przyznawać, że coś nie wyszło. Jednak to, że nie chcą wskazywać na istotne problemy związane z  nadmiernym ruchem turystycznym, nawet kosztem rezygnacji z podkreślania zalet Karpacza, jest dużym błędem.  

Szkoda, że ważny dokument, przez takie podejście zamienia się w  przesłodzoną, naszpikowaną propagandą reklamę. Komu to potrzebne?

 

poniedziałek, 11 sierpnia 2025

Dwie kadencje, czy powrót do wszechwiecznego betonu?

      Ważą się losy dwukadencyjności w samorządach wprowadzonej w 2018 r.  Dla wielu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast skończy się za cztery lata sprawowanie władzy bez możliwości przedłużenia.  Jedni próbują wywierać nacisk na zmianę ustawy, a inni szukają  nowych rozwiązań, na przykład wprowadzenia wcześniejszej emerytury dla „wybranych”.

Dzisiaj Serwis Samorządowy PAP opublikował wyniki konsultacji społecznych do poselskiego projektu zniesienia dwukadencyjności w Kodeksie wyborczym. Aż 80 procent uczestników konsultacji wyraziło sprzeciw wobec prób zmiany ustawy.  Wskazywano na powrót lokalnych sitw, szkodliwych układów władzy z miejscowymi przedsiębiorcami, a nawet zaznaczano, że  likwiadcja limitów kadencji to pierwszy krok do totalitaryzmu. Padały obrazowe, dosadne hasła: Dosyć koryciarstwa i siedzenia na stołkach przez całe życie oraz mocne stwierdzenia: Polityków – jak pieluchy - należy zmieniać często, z dokładnie tego samego powodu.  W konsultacjach wzięło udział prawie 3 tys. osób i niewielka liczba instytucji.

Obaw przed tworzeniem dynastii w gminach i związanej z nimi patologii było bardzo dużo. Szczególnie podkreślano niebezpieczeństwo wielokadencyjności w  miasteczkach i niedużych gminach, w których włodarze są w stanie uzależnić od siebie mieszkańców i „zabetonować” całkowicie  lokalną władzę na wieki.  

W Karpaczu  burmistrz wcześnie  zaczął myśleć o różnych scenariuszach. Jeżeli ustawa się nie zmieni, jego kadencja stanie się ostatnią. Dlatego już wiosną tego roku, robiąc ukłony w stronę starostwa, przyjął do  pracy nową osobę. Czy będzie ona odpowiednią następczynią, jeszcze nie wiadomo.  Miejmy nadzieję, że trafi na godnych siebie przeciwników wyłonionych z mieszkańców naszego miasta.

Polecam: artykuł SerwisuSamorządowego PAP