W Karpaczu nigdy nie jest nudno. A gdy zdarza się cisza, to tylko przed burzą, którą tym razem przyniosła ostatnia sesja. Trzy dni temu główna sala w urzędzie była świadkiem potyczki, jaka rozegrała się między Burmistrzem, a jego własnym zapleczem.
Pierwszy pomruk zwiastujący ulewę rozpoczął się zaraz na początku. Radny Wesołowski złożył projekt uchwały podpisany przez grupę radnych, uchylający uchwałę w sprawie opłaty reklamowej. Na pytanie radnego Czerniaka o powody, odpowiedział zaczepnie i arogancko, że dowie się przed głosowaniem.
Projekt uchwały w sprawie opłaty reklamowej już dwukrotnie wchodził na sesję - w październiku i listopadzie 2025 r. – i za każdym razem był z niej wycofywany. Tym razem nie znalazł się w programie sesji, a próba całkowitego uchylenia uchwały wywołała niemałe zaskoczenie.
Jedyną dobrą rzeczą w tej sprawie była szeroka dyskusja i włączenie się do niej, do tej pory niemych radnych. Burmistrz tym razem zachował się jak gospodarz miasta. Bronił opłaty reklamowej i wykazywał jej sens. Niestety, argumenty trafiały w próżnię, a przykład Szklarskiej Poręby, która takie opłaty wprowadziła, nic nie pomógł. Twarzą grupy radnych i ich głównym dyskutantem został radny Wesołowski. Jego knajacki język i bezczelne zachowanie na sesji dobrze oddawało „ducha” tej inicjatywy uchwałodawczej. Jeszcze przed głosowaniem rzucił: najpierw deptak, a potem reklamy.
Za uchwałą zgłoszoną na sesji przez Wojciecha Wesołowskiego głosowało 11 radnych. Odwagą i myśleniem w interesie wszystkich mieszkańców wykazało się tylko czterech: Wiesław Czerniak, Krzysztof Pakul, Jarosław Serwinis i Patryk Talaga.
Tzw. uchwała reklamowa obowiązuje w Karpaczu od pięciu lat. Nie dość, że wówczas, przed głosowaniem została mocno okrojona, to potem zaskarżono ją do WSA i w wyniku wyroku dodatkowo osłabiono. Teraz całkowicie ją sparaliżowano, bo brak opłat to przyzwolenie na wolną amerykankę i zgoda na reklamową samowolkę.
Grupce cwanych przedsiębiorców i związanych z nimi radnych tym razem się udało. Pokonali Burmistrza i pogrozili mu palcem. Dalej będą oblepiać domy z płotami swoimi i cudzymi reklamami i na tym zarabiać. Oni mieliby płacić??? Też coś!
Kto kogo trzyma w szachu w Karpaczu nie jest do końca jasne. Wiadomo za to, kto za te gierki zapłaci. Oczywiście, jak zwykle mieszkańcy. A miasto dalej będzie wyglądać, jak cyrkowa buda obwieszona tandetnymi płachtami. Trupie kuglarzy z Karpacza to odpowiada. Wart Pac pałaca, a pałac Paca.