Takiej sytuacji dawno nie było. Od 22 czerwca aż do 30 września radni nie widzieli potrzeby spotkania się na sesji. Zrobili sobie baaaardzo długą przerwę od obowiązków, a kiedy się wreszcie wspólnie zebrali, wystąpili - tradycyjnie już - z koncertem życzeń w sprawie dróg, dziur na jezdniach i murków. To są najłatwiej zauważalne, medialne tematy, do których specjalnie przygotowywać się nie trzeba. Naszym radnym nie grozi przemęczenie.
Podobnie stało się z gotowymi projektami uchwał: szybko, prosto, bez strzępienia języka. Rach, ciach - załatwione, bo przecież wszystko omawiano na komisjach! Gdyby nie wprowadzona dodatkowa uchwała ws. wieloletniej prognozy finansowej, wcale nie byłoby wiadomo, czego dotyczą zmiany w budżecie!
Mimo bogatego programu sesja przebiegła nadzwyczaj żwawo. Niestety, nie można za to pochwalić przewodniczącej rady. Działo się tak kosztem podawania do publicznej wiadomości wielu ważnych informacji. Już na samym początku radny Czerniak zauważył, że sprawozdanie z działalności międzysesyjnej liczyło aż piętnaście stron, jak nigdy wcześniej. A więc przez trzy miesiące wiele się w mieście działo. Na sesji absolutnie nie było tego widać.
Gdyby nie dyskusja w sprawie budżetu obywatelskiego i związanych z nim opłat za basen w Gołębiewskim oraz prawie godzinne wystąpienie Z. Berdychowskiego o Forum Ekonomicznym radni mogliby skończyć obowiązkową nasiadówę jeszcze wcześniej. Biedacy, tyle czasu przespali i przepuścili.
Mimo tego, trzeba ostatecznie radnych pochwalić - okazali się wielkoduszni. Skoro sami, bez specjalnego wysiłku pobierają niemałe diety, czemu mieliby żałować innym. Niech burmistrz też zostanie doceniony, podwyżka mu się przecież należy!
Niech żyje lenistwo! W Karpaczu już dawno stało się cnotą.