czwartek, 30 kwietnia 2026

Gonitwa z czasem na sesjach. Komu aż tak bardzo się spieszy?

      Szybko, jak najszybciej. Zaledwie trzy godziny trwała wczoraj sesja z obfitym, sprawozdawczym programem – obrady leciały ciurkiem, bez przerw.  

Od dwóch lat, od czasu wyborów zmienił się sposób prowadzenia sesji. Wydawało się na początku, że nowa Przewodnicząca wniesie nową jakość kierowania obradami.  Niestety, tak się nie stało. Zamiast poprawy sprawności, nastąpił pęd i pośpiech.  Informacje o projektach uchwał są podawane oszczędnie, wręcz półgębkiem. Osoby obserwujące sesję nie są się w stanie zorientować, o co chodzi. Nie wiadomo, np. jakiego terenu  dotyczą numery działek i umowy dzierżawy,  bo przecież wszystko było omawiane na komisjach!!! Kto z mieszkańców uczestniczy w komisjach? Prawie nikt. W ten prosty sposób odbiera się Karpaczanom prawo do informacji.

Tak było i tym razem – wczoraj.  W programie sesji, obok standardowego porządku z uchwałami znalazły się dodatkowo trzy duże tematy.  Dwa dotyczyły promocji miasta i projektów kultury, a jeden  obszernej  informacji pani Skarbnik, która przedstawiała stan finansów miasta za 2025 rok z  „aptekarską precyzją”.

Trzy osoby podały mnóstwo informacji:  o tym, co już się odbyło i o tym, co będzie w przyszłości. Omawiano różne wydarzenia: w tym spektakle i koncerty  oraz przedstawiano dane liczbowe. Kto z radnych i obecnych na sali osób był w stanie skoncentrować się na podanych jednym ciągiem wiadomościach i wchłonąć to wszystko? Nikt, bo takiego geniusza w Karpaczu  i na całym świecie nie ma. Przewodnicząca Rady zupełnie nie dbając o kondycję radnych, nie zarządziła przerwy.   Nie pomyślała o chwili oddechu,  o różnych potrzebach uczestników sesji. W bezrozumnym wyścigu z czasem, sesja zaczęła przypominać monotonną wyliczankę, nastawioną na jak najszybsze odbębnienie programu.

Niektórzy robili sobie przerwy na własną rękę, w tym Burmistrz, i wychodzili z sali.  Trudno się dziwić – po takim przebodźcowaniu, każdy o higienę własnego umysłu i ciała  musiał zadbać sam.

 Po co to wszystko?  Dlatego, że majówka się rozpoczyna? 

Słabo, bardzo słabo

 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Oni potrafią, a my nie. Bierzmy przykład z Puszczykowa!

    Pismo Samorządu Terytorialnego „Wspólnota” przedstawiło na początku kwietnia ciekawe zestawienie, którego podstawą stała się nowa  subwencja ekologiczna dla samorządów z  przyrodniczymi terenami chronionymi.   Jej zadaniem  ma być wsparcie i wzmocnienie lokalnych budżetów  oraz wskazanie, że obszary chronione to nie balast, ale atut.

Potrzeby ekologiczne są obliczane na podstawie istniejących powierzchni chronionych  i przypisanych im wag.  Dla parków narodowych waga jest najwyższa, a dla Natury 2000 najniższa. Subwencja ma obecnie realne znaczenie  tylko w gminach z dużym udziałem chronionych terenów zielonych i niewielką liczbą mieszkańców. Ranking podany przez „Wspólnotę” nie przedstawia finansowych korzyści samorządów, ale pokazuje rozmieszczenie obszarów chronionych.

W kategorii „Małych miast” Karpacz  znalazł się na trzecim miejscu, z przeliczeniowym udziałem terenów chronionych wynoszącym 55,2 procent.  Do wysokiej pozycji Karpacza przyczyniła się obecność Karkonoskiego Parku Narodowego.  Miejsce pierwsze zajęła Gmina Goniądz  w województwie podlaskim, na której terenie leży Biebrzański Park Narodowy.  Na miejscu piątym znalazło się Puszczykowo z Wielkopolski i to właśnie ono stało się przykładem godnym naśladowania dla innych małych miast.  

W szerokim omówieniu działań władz Puszczykowa (na str.  60 i 61 opracowania) podkreślono, że tereny chronione Gminy są podstawą rozwoju lokalnego pod warunkiem wpisania ich w długofalową strategię. Miasto znajduje się na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego i ochrony siedlisk  Natury 2000. Władze zaznaczają, że tereny chronione to wyzwanie i szansa z przewagą pozytywnego wpływu na rozwój Gminy. Puszczykowo buduje  wizerunek miasta - ogrodu o wysokiej jakości życia i rozwoju usług m.in. zdrowotnych, opierając się  na budownictwie jednorodzinnym, drobnej wytwórczości, a nie na przemyśle /przemyśle turystycznym też nie/. Tak zapisano w Strategii Rozwoju Miasta, a obszary chronione są w niej zasobem kluczowym!

W Puszczykowie mieszkają ludzie rozumni. W Karpaczu też takich nie brakuje – prawda? Nie wszystkim chciwość odjęła rozum.  

Polecam: Ranking Wspólnoty

niedziela, 19 kwietnia 2026

Burmistrz: "Warto pozyskiwać pieniądze z parkingów". A w praktyce...

  Karpacz odniósł wielki sukces – tak można podsumować analizę kosztów  zorganizowania i administrowania płatnymi parkingami miasta przedstawioną przez Burmistrza na sesji przed świętami wielkanocnymi.

Gwoździem programu obrad było wystąpienie włodarza dotyczące parkingów miejskich, którymi zarządza zewnętrzna firma. Burmistrz  szeroko omówił trzy slajdy wskazujące, że  parkingi to prawdziwy „złoty interes” dla Gminy Karpacz.  Przychody z parkingów  w 2025 roku wyniosły prawie 5 mln złotych, a koszty niecałe 651 tys.  Kasę miejską zasiliło 4 mln 235 tys. i 622 złotych.

Na slajdzie pokazującym przychody z 19 miejskich parkomatów – od najbardziej dochodowych do tych, co ledwo przędą – na czoło wysunęły się trzy, umieszczone przy ul. Olimpijskiej. Jak widać, wyciąg na Kopę w drodze na Śnieżkę jest głównym magnesem przyciągającym zmotoryzowanych turystów. Powodzenie miała też ul. Obrońców Pokoju w centrum.  Burmistrz zaznaczył przy okazji, że na szarym końcu znalazły się te  miejsca, na których można przez pół godziny parkować za darmo. Najniższe przychody osiągnął parking przy Urzędzie Miejskim.  Natomiast parking przy Wielkopolskiej  uruchomiony jesienią nie mógł się niczym się pochwalić – stał i stoi pusty. Ma pełnić rolę parkingu buforowego, ale…

Burmistrz mówił o „możliwości zoptymalizowania parkingu na Wielkopolskiej” i o tym, że  gdy ruch turystyczny się zwiększy i zostanie wznowiona linia autobusowa, to  on wierzy, że parking zacznie przynosić odpowiednie dochody. Nie powiedział ani słowa o słonych opłatach  za parkowanie na obrzeżach miasta, ani o możliwości ich zniesienia po zimowych feriach. Mówił  o tym jeszcze niedawno na  jednej z sesji, w odpowiedzi na propozycję z rady.

Wiadomo, że nie tylko miasto zarabia na parkingach – zarabiają też prywatne osoby. Jeżeli działają na własnym gruncie, zgodnie z  prawem – nikomu nic do tego.  Gorzej, gdy robią to nielegalnie, a jeszcze gorzej – gdy Burmistrz im sprzyja, kosztem Gminy. Z jednej strony, np. oddaje w dzierżawę prywatnej osobie parking miejski,  a z drugiej utyskuje, że bezpłatne parkowanie mieszkańców obniża przychody. Tym razem  nie było mowy  o parkingu przy ośrodku  zdrowia zarządzanym przez Centrum Medyczne Karpacz, który powstał na gruncie  miejskim, a który wciąż nie może się doczekać cywilizowanych reguł działania.

Pełny obraz pracy parkingów należy koniecznie uzupełnić  ostatnimi wydarzeniami w Karpaczu Górnym.  Policja wpłynęła na utworzenie strefy zamieszkania przy Wangu i przesunięcie znaku drogowego z zakazem ruchu.  Powstał gigantyczny korek i chaos na stromej drodze - przegrali  na tym turyści i mieszkańcy, a wygrał nielegalny parking w pobliżu. Oburzeni całą sytuacją radni, wspominali, m.in.  że naganiacze z lewego parkingu śmiali im się prosto w twarz.  Czy tak ma wyglądać poprawa bezpieczeństwa w mieście?

 

wtorek, 7 kwietnia 2026

Toaletowe wykluczenie

      Przedświąteczną sesję zdominowały parkingi i ten temat przewijał się przez  prawie dwie godziny trwania obrad.  Perełka pojawiła się dopiero na koniec.  Stała się nią publiczna toaleta.

Od wielu lat miasto zaśmiecają paskudne, przenośne i niebieskie  wychodki, za które płaci Gmina. Władze miasta tak bardzo przyzwyczaiły się  do koloru blue w różnych miejscach, że ocknęły  się z letargu dopiero wtedy, kiedy niebieska budka stanęła pod pomnikiem przyrody - Lipą Sądową w samym centrum.  Zamiast zainwestować w chociaż jedną toaletę z prawdziwego zdarzenia  w odpowiednim  do tego miejscu, bogate miasto postanowiło wyciszyć temat.    Na nic się nie zdały te zabiegi – internet pamięta – śmiechom i drwinom nie było końca.

Temat wrócił przed niespełna rokiem, razem z ponownym  uruchomieniem linii kolejowej.  Okazało się, że  stacja kolejowa, owszem jest, ale nie ma przy niej toalety.  Jedynym wyjściem  dla podróżnych stało  się korzystanie z WC w Muzeum Zabawek na dawnym dworcu. O tym, jak bardzo są  z tego niezadowoleni  pracownicy placówki, nie trzeba chyba wspominać. Wystarczy się tam przejść  i zobaczyć na własne oczy.

Burmistrz zobowiązał się, że publiczna toaleta przy dworcu kolejowym pojawi się na majówkę - Anno Domini 2026  -  a więc zostały jeszcze trzy tygodnie.  Tymczasem na sesji, przy okazji świeżo rozpoczętego remontu deptaka, jedno z pytań  radnych dotyczyło postawienia  toalety.  Bardzo by się w okolicy  przydała, zwłaszcza że ciąg pieszy rozpoczyna się i kończy dwoma parkami – przy Lipie  Sądowej i Muszli Koncertowej. Burmistrz kategorycznie odpowiedział, że nie planuje budowy toalety. Toalety są, jak się wyraził,  w urzędzie, w godzinach pracy!

W takim razie, warto już teraz pomyśleć o odpowiednim oznakowaniu i koniecznym dopisku, jakie te godziny pracy są.  A gdy przyjdą święta, tak jak teraz i godziny pracy się zmienią, konieczna będzie dodatkowa tabliczka.

Pracownicy Urzędu Miasta na pewno się ucieszą.  Ale co będzie się działo po godzinach pracy? Pod urzędem?!

niedziela, 29 marca 2026

Reglamentowany towar - informacja w Gminie pod ścisłą kontrolą

       Wracają czasy w Gminie Karpacz, o których już wszyscy albo prawie wszyscy zapomnieli, tak jak o kartkach na cukier, mięso, czekoladę, itp. Tym razem chodzi o rzecz  znacznie cenniejszą – o informację, bo  artykułów spożywczych jest wszędzie pod dostatkiem, do wyboru i do koloru.

Podczas comiesięcznych obrad, w „Sprawozdaniu  Burmistrza z działalności międzysesyjnej” pojawiły się niepokojące akcenty.  Radni, jak zwykle, dopytywali Burmistrza o różne wydarzenia, które zaistniały w gminie w ostatnim czasie. Pytań było trochę więcej niż zwykle, być może również z tego powodu, że włodarz miasta w tej części obrad  przed miesiącem nie uczestniczył. Radni pytali m.in. o to, ile sporządzono nowych umów dzierżawy do 3 lat, o prace przy remoncie deptaka, w których bierze udział gminna spółka, o spotkanie z wicewojewodą oraz o audyt krajobrazowy.

Odpowiadając na poruszane kwestie burmistrz zaznaczył, że informacje, których dotychczas udzielał radnym na piśmie, nie będą  już tak obszerne i zostaną ograniczone. Powodem jaki podał, jest kolportowanie informacji w różnych miejscach. Stwierdził, że tak nie może być, bo są ograniczenia RODO. Od tej pory radni będą mogli otrzymać szersze informacje tylko  do wglądu.

Radny Czerniak próbował się dowiedzieć, o co chodzi. Twierdził, że informacje, które dotychczas otrzymywał nie zawierały danych wrażliwych, ani nie naruszały RODO. Niestety, Burmistrz nie udzielił żadnych dodatkowych wyjaśnień,  tak więc nie wiadomo, jakie dane, które tak go ubodły, wyciekły z rady.   Nie wiadomo też,  czy wyciek nastąpił w radzie, czy może w innym miejscu, a powód jest tylko pretekstem do ograniczenia radnym (oraz mieszkańcom) istotnych wiadomości.

Do rangi pierwszej potrzeby zaczyna   urastać w Gminie informacja, którą coraz trudniej zdobyć.  Kto się w Karpaczu boi prawdy?

wtorek, 24 marca 2026

Statut Gminy do zmiany. Gdy nie można się doprosić, to trzeba zapisać

      Jutro jest sesja, a dzisiaj Serwis Samorządowy PAP opublikował zasady, jak udostępniać nagrania z przebiegu obrad.

W odpowiedzi na interpelację poselską  w sprawie określenia maksymalnego terminu publikacji nagrań z sesji Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyjaśniło, że nie trzeba w tym celu zmieniać ustawy o samorządzie gminnym. Zasady publikacji nagrań mogą być uregulowane w statucie gminy. W ten łatwy sposób można wziąć pod uwagę specyfikę konkretnego samorządu  i uwzględnić jego warunki techniczne.

Cały problem wziął się stąd, że niektóre samorządy, zamiast publikacji nagrań z sesji szybko, wkrótce po jej zakończeniu, zamieszczają  wideo po wielu dniach lub nawet tygodniach. Takie postępowanie zakłóca  dostęp do informacji i narusza jawność życia publicznego. Publikacja materiałów z opóźnieniem powoduje, że mieszkańcy, nie znając faktów, nie mogą zareagować w ważnych dla siebie sprawach. 

W Karpaczu sytuacje z dużym zwlekaniem publikacji nagrań zdarzały się wielokrotnie.  Nikt z  Gminy nie wyjaśniał, dlaczego. Po prostu nagrań nie było i już.  Pojawiały się czasem dopiero  przed następną sesją. Dlatego, konkretny zapis w tej sprawie bardzo by się przydał. Przy okazji, można by było uregulować zasady zabierania głosu przez mieszkańców na komisjach Rady Miejskiej i zlikwidować żenujące sytuacje, gdy zabranie głosu zależy od humoru przewodniczącego albo gdy temat jest niewygodny dla gminnych władz.

 W Karpaczu zbyt często się zdarza, że dowolność interpretacji przepisów, w praktyce zamyka usta i nakłada kaganiec mieszkańcom.

Polecam artykuł w Serwisie Samorządowym PAP - TU

niedziela, 15 marca 2026

"Naszych mieszkańców nie możemy tak ostro łupać"

    Wśród wielu spraw poruszanych na sesji w lutym, wrócił, jak bumerang, temat nowych umów dzierżawy i horrendalnych opłat, jakich domaga się Burmistrz w nowych stawkach czynszu.

W bogatym programie sesji, obok  jubileuszu i zamiany  nieruchomości znalazły się jeszcze m.in.: program opieki nad zwierzętami bezdomnymi, przyjęty przy jednym głosie sprzeciwu oraz podwyższenie kapitału zakładowego miejskiej spółki o  blisko 760 tys. zł na remont sieci sanitarnej w ciągu deptaka.

W „Sprawach różnych” poruszano sprawę parkingów dla autobusów, braku ławek przy dworcu dla podróżnych oraz łączenia instytucji kultury. Chodziło o możliwość połączenia Muzeum Zabawek z biblioteką  w związku z objęciem przez panią dyrektor muzeum funkcji Wicestarosty. Prawnik gminy stwierdził, że takie połączenie byłoby mocno utrudnione ze względu na odrębne ustawy regulujące działalność tych placówek.

Na  poczesnym miejscu ponownie  znalazły się drastyczne podwyżki czynszu dzierżawnego.  Radny Czerniak zwracał uwagę na stawki, które wzrosły nawet o 600 procent i  na brak transparentności w wydanym przez Burmistrza zarządzeniu do zarządzenia. Pytał, czy mieszkańcy, z którymi  zawarto już umowy mogą liczyć na aneksy obniżające czynsz i proponował podział miasta na strefy, które złagodziłyby obciążenia. To wówczas padło tytułowe zdanie. Pod nieobecność Burmistrza pani Sekretarz nie potrafiła odpowiedzieć na pytania, ale zobowiązała się, że je przekaże gospodarzowi miasta.

Przy okazji warto przypomnieć starą jak świat historię i postać lady Godivy. Pewien angielski władca postanowił narzucić poddanym kolosalne podatki. Obrończyni uciskanego ludu zdecydowała się na śmiały krok i spełniła surowy warunek, aby  ulżyć  niedoli mieszkańcom Coventry: TUTAJ. Minęły wieki i  lady Godiva została przypomniana w słynnym przeboju grupy Queen, w nieco opacznym sensie. TU

Prośby i apele do burmistrza mogą nie wystarczyć. I co wtedy? Na jaki śmiały krok zdecydują się Karpaczanie?

 

sobota, 7 marca 2026

Jubileusz i napomnienie

       Bardzo uroczyście rozpoczęły się obrady  ostatniej sesji.  Dyrektor Muzeum Sportu         i Turystyki, Zbigniew Kulik, po 50 latach pracy odchodził na emeryturę.  Przez wiele lat mieszkał i pracował w Karpaczu,  był  również radnym miasta przez trzy kadencje.

Z okazji jubileuszu  dostojny gość wygłosił mowę, w której przypomniał osiągnięcia muzeum:  liczne wystawy, cenne zbiory, działalność wydawniczą i popularyzatorską.

Przywołując wspomnienia zaznaczył, że dwukrotnie  próbowano  pozbyć się Muzeum z Karpacza. Ostatnim razem kilka lat temu, kiedy zapadła decyzja o przeprowadzce do Jakuszyc. Na szczęście, nie doszło do tego.  Podkreślił, że  Muzeum ma jeszcze coś bardzo cennego – dwie działki w wieczystym użytkowaniu, należące do Skarbu Państwa. Apelował, aby nie zaprzepaścić tego majątku, które Muzeum posiada.

Wydawało się wtedy, że radni i obecni na sesji goście doskonale rozumieją, o czym Dyrektor mówi i nie trzeba  im powtarzać, jak ważne jest posiadanie własnego majątku,  a nie wyzbywanie się go za psi pieniądz.

Niestety, na tej samej sesji, godzinę później, radni niepomni szczególnego memento „przehandlowali” lekką ręką miejski lokal pewnemu  miejscowemu biznesmenowi.   A w dyskusji próbowali udowadniać, że pomieszczenia są w złym stanie technicznym, czyli niewiele warte. Nie widać było, aby ktoś z tych „asów szastania majątkiem gminnym” wziął pod uwagę przyszłe korzyści. 

Czy radni Karpacza są rzeczywiście tak niezależni, za jakich się uważają?

piątek, 27 lutego 2026

Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Miasto bez lokalu w Karpaczu Górnym

        Sytuacja, jeszcze niedawno nie do pomyślenia, miała miejsce przedwczoraj na sesji.  Dziewięciu radnych oddało gminny lokal prywatnej osobie – tak, ten sam lokal, który rada poprzedniej kadencji wywalczyła, po długich bojach, na potrzeby mieszkańców.

Mieszkańcy Karpacza Górnego, oburzeni pomysłem i szybkim wprowadzeniem go na sesję, błyskawicznie się zorganizowali i w ciągu dwóch dni  zebrali 121 podpisów pod petycją przeciwko zamianie dawnego sklepu. Nic to jednak nie pomogło.   Na grupce radnych, która chciała się pozbyć lokalu nie zrobiło to żadnego wrażenia. Należały do niej trzy panie radne: Grynkiewicz, Staniszewska  i Żyła oraz panowie: Janiszewski senior, Kalupa, Pajdzik, Pakul, Socha i Wesołowski. Przewodnicząca Rady miała na tyle rozsądku, że wstrzymała się od głosu.

Koncepcji zagospodarowania dawnego sklepu  było kilka, ale lokal do dzisiaj stoi pusty, bo miasto poskąpiło pieniędzy na remont.  W długiej dyskusji na sesji, przeciwko zamianie sklepu na chodnik przy ul. Kolejowej opowiedziało się pięciu radnych. Padła  m.in. ciekawa propozycja  wydzierżawienia majątku zamiast sprzedaży, tzn. dzierżawa sklepu za dzierżawę działki, aby nie wyzbywać się malejącego  i już bardzo szczupłego majątku gminy.

Radny  Kamil Czerwinka apelował o wycofanie projektu uchwały na dwa miesiące. W tym czasie miałyby się odbyć konsultacje społeczne. Niestety, grupce dziewięciu radnych takie rozwiązanie nie przypadło do gustu – przestraszyli się reakcji mieszkańców. Postanowili pospiesznie działać i nie pozwolić, żeby łakomy kąsek stał się wspólnym dobrem.  Utwierdzała ich w tym przekonaniu nowa pani Sekretarz Gminy – Edyta Bielecka, której, za karkołomne uzasadnienie konieczności zamiany należy się nagroda od Burmistrza. Stwierdziła, że  zamiana z punktu widzenia gminy jest korzystna, ponieważ lokal nie jest sprzedawany tylko zamieniany!

Tajemnicą poliszynela jest wiedza, komu radni swoją decyzją podarowali placówkę przy Karkonoskiej  i komu „ta kura będzie znosić złote jaja”.   

Czy ta oburzająca sprawa stanie się iskrą odwołującą radę?

 

poniedziałek, 23 lutego 2026

Dzierżawa po uważaniu - w trzech odsłonach

        Wiosną, przed rokiem mieszkańcy zaczęli otrzymywać nowe umowy dzierżawy i ze zdumienia przecierali oczy. Stawki drastycznie wzrosły, a wokół umów stopniowo  narastało coraz większe zamieszanie.  

Odsłona pierwsza: Burmistrz zarządzeniem z 19 stycznia 2026 r. ustalił minimalne stawki czynszu za dzierżawę gruntów oraz dzierżawę lub najem obiektów budowlanych. Wysokość ustalonych stawek została wyśrubowana. Obecnie jest zaporowa i  stawia pod znakiem zapytania sens wielu dotychczasowych dzierżaw. Na przykład, za grunt wykorzystywany do prowadzenia działalności gospodarczej trzeba będzie zapłacić 25 zł za m2 miesięcznie, a za 1 m2 miejsca parkingowego – 5 zł na miesiąc.

Odsłona druga:  W programie pierwszej sesji nowego roku 28 stycznia 2026 r. znalazł się mocno dyskusyjny projekt uchwały w sprawie dzierżawy gruntu na prowadzenie parkingu. Radni wskazywali  nie tylko na to, że jest to jedyny parking   prywatny na gruncie miejskim, ale również na to, że zgodnie z zarządzeniem Burmistrza, dzierżawca zapłaci  wysoki czynsz miesięczny.

Odsłona trzecia: Burmistrz Karpacza  na początku miesiąca zmienił zarządzenie nowym zarządzeniem z 2 lutego 2026 r. Ogłosił, w dodanym § 41, że „W szczególnie uzasadnionych przypadkach, ze względu na rodzaj nieruchomości, jej położenie albo szczególny sposób korzystania z nieruchomości stanowiącej mienie gminne, Burmistrz - w drodze zarządzenia - może ustalić inną niż określona w § 1 stawkę czynszu."

Niestety, zapomniał podać, jakie to są „szczególnie uzasadnione przypadki” i zostawił sobie przywilej  wyrokowania, komu stawkę obniżyć, a komu nie. W najbliższą środę, 25 lutego,  na sesji radni będą decydować aż o kilkunastu umowach dzierżawy, ale  w praktyce to burmistrz wskaże, komu warto ją dać.

Coraz bliżej naszemu miastu do wschodniego samodzierżawia….

Tak więc mieszkańcy drżyjcie, żeby nie podpaść jaśnie panu. To od jego widzimisię, kaprysu i złego lub dobrego nastroju będzie zależała wasza przyszłość.  Jedną ręką może odebrać wam dzierżawę i  mocno skomplikować życie. Bądźcie grzeczni!

Obydwa zarządzenia znajdują się w BIP. Można też je przeczytać na facebooku mieszkańca Karpacza, Grzegorza Kubika we wczorajszym wpisie.

 

 

 

środa, 11 lutego 2026

Zamieszanie na gminnych działkach. Parkingi prywatne, a warzywniak miejski? Czy może odwrotnie?

       Zazwyczaj przedłużanie dzierżaw na sesjach nie zajmuje dużo czasu. Szybko, niemal z automatu odbywają się głosowania i nie ma wokół nich wątpliwości. Od tej reguły zdarzają się odstępstwa. Tak się stało ostatnim razem na sesji, tej samej, na której najwięcej zastrzeżeń budziła opłata reklamowa.

Radni nie byli specjalnie zainteresowani Sprawozdaniem  z działalności międzysesyjnej. Wyjaśnienia Burmistrza trwały krótko. Dotyczyły m.in.  dodatkowej dotacji udzielonej przy ul. Partyzantów (nr 11,13), gdzie realizowano zadania WIOŚ za pośrednictwem Gminy Karpacz oraz Zimowej Akademii Sportu.

Zgrzyty zaczęły się od projektu uchwały dotyczącej przedłużenia umowy dzierżawy działki – parkingu mieszkańcowi Karpacza Górnego. Radny Serwinis zaapelował o zakończenie dzierżawy. Twierdził, że  działkę o pow. 267 m2 należy zamienić   na miejski parking,  a dochody z niej powinny zasilać budżet miasta.  Podkreślał, że tylko jeden parking na gruntach miejskich jest prywatny, a  z pozostałych czternastu Karpacz czerpie zyski. Wyliczył, że dzierżawa działki jest dla miasta niekorzystna.  Inne zdanie miał radny Kalupa, który powątpiewał w prawidłowość obliczeń i sprowadził propozycję radnego Serwinisa do personalnych porachunków. Nabrzmiałą sytuację uspokoiła przewodnicząca,  z uwagą o poniechanie osobistych wycieczek.

Do uregulowania tej sprawy z korzyścią dla miasta  wnosił radny Czerniak, podkreślając, że umowa dzierżawy powinna się oprzeć na nowych stawkach, które drastycznie wzrosły. Bardzo wyśrubowane opłaty, budzące duże niezadowolenie mieszkańców mogą spowodować, że dzierżawa przestanie  się opłacać.

Większość radnych zagłosowała ostatecznie za przedłużeniem dzierżawy, czyli zawarciem kolejnej umowy z tą samą stroną.

Drugi projekt uchwały, który spowodował duże wzburzenie dotyczył  umowy dzierżawy działki z zieleniakiem w centrum miasta. Próba wydzierżawienia gruntu  ponownie na 1 rok spotkała się z krytyką. Radny Czerniak zapytał retorycznie: "Dlaczego niektórych traktuje się jak trędowatych"  i  wystąpił z wnioskiem o projekt uchwały na 5 lat. Przy okazji dodał: „koledze robi się przedłużenie na 9 lat, a drugiemu na 1 rok”.   Burmistrz ocenił, że radni przechodzą „ze skrajności w skrajność”, a projekt uchwały był kompromisem  wszystkich stron. W ten sposób odniósł się do wniosków dwóch komisji rady, które złożyły odmienne propozycje.

Radna Grynkiewicz postawiła sprawę zupełnie  na głowie:  krytykując dzierżawę na jeden rok, nie zgadzała się na nierówne traktowanie mieszkańców Karpacza - jednemu chce się odebrać dzierżawę, a drugiemu ją przedłużyć. Do oczywistych wyjaśnień udzielonych radnej dołączył Patryk Talaga i nawiązując do miejskich parkingów celnie podsumował: "Jeszcze nie słyszałem o miejskim warzywniaku".

Rada Miejska Karpacza poparła wniosek Wiesława Czerniaka – 14 radnych było „za”, a tylko jeden się wstrzymał.

Polecam sesję z 28 stycznia 2026 r. w BIP

sobota, 31 stycznia 2026

A miala być spokojna sesja... Kto kogo trzyma w szachu?

      W Karpaczu nigdy nie jest nudno. A gdy zdarza się cisza, to tylko przed burzą, którą tym razem przyniosła ostatnia sesja. Trzy dni temu  główna sala w urzędzie była świadkiem potyczki, jaka rozegrała się między Burmistrzem, a jego własnym zapleczem.

Pierwszy pomruk zwiastujący ulewę rozpoczął się zaraz na początku. Radny Wesołowski złożył projekt uchwały  podpisany przez grupę radnych, uchylający uchwałę w sprawie opłaty reklamowej.  Na pytanie radnego Czerniaka o powody, odpowiedział zaczepnie i arogancko, że dowie się przed głosowaniem.

Projekt uchwały w sprawie opłaty reklamowej już dwukrotnie wchodził na sesję - w październiku i listopadzie 2025 r. – i za każdym razem był z niej wycofywany. Tym razem nie znalazł się w programie sesji, a próba całkowitego uchylenia uchwały wywołała niemałe zaskoczenie. 

Jedyną dobrą rzeczą w tej sprawie była szeroka dyskusja i włączenie się do niej, do tej pory niemych radnych.  Burmistrz tym razem zachował się jak gospodarz miasta.  Bronił opłaty reklamowej i wykazywał jej sens. Niestety, argumenty trafiały w próżnię, a przykład Szklarskiej Poręby, która takie opłaty wprowadziła, nic nie pomógł. Twarzą  grupy radnych  i ich głównym dyskutantem został radny Wesołowski. Jego knajacki język i bezczelne zachowanie na sesji dobrze oddawało „ducha” tej inicjatywy uchwałodawczej. Jeszcze przed głosowaniem rzucił: najpierw deptak, a potem reklamy.  

Za uchwałą zgłoszoną na sesji przez Wojciecha Wesołowskiego głosowało 11 radnych. Odwagą i myśleniem w interesie wszystkich mieszkańców wykazało się tylko czterech: Wiesław Czerniak, Krzysztof Pakul, Jarosław Serwinis i Patryk Talaga.

Tzw. uchwała reklamowa obowiązuje w Karpaczu od pięciu lat.  Nie dość, że  wówczas,  przed głosowaniem  została mocno  okrojona, to potem zaskarżono ją  do WSA  i w wyniku wyroku dodatkowo osłabiono. Teraz  całkowicie ją sparaliżowano, bo brak opłat to przyzwolenie na  wolną amerykankę i zgoda na reklamową samowolkę.

Grupce cwanych przedsiębiorców i związanych z nimi radnych  tym razem się udało. Pokonali Burmistrza i pogrozili mu palcem. Dalej będą oblepiać domy z płotami swoimi i cudzymi reklamami i  na tym zarabiać. Oni mieliby płacić??? Też coś!

Kto kogo trzyma w szachu w Karpaczu   nie jest do końca jasne.  Wiadomo za to, kto za te gierki zapłaci. Oczywiście, jak zwykle mieszkańcy. A miasto dalej będzie wyglądać, jak cyrkowa buda obwieszona  tandetnymi płachtami. Trupie kuglarzy z Karpacza to odpowiada. Wart Pac pałaca, a pałac Paca.

czwartek, 22 stycznia 2026

Jak w krzywym zwierciadle. Burmistrzowi brakuje lustra

      Zniekształcona, przesłodzona rzeczywistość – tak wyglądała rozmowa redaktora zachodniej telewizji regionalnej  z Burmistrzem Karpacza, opublikowana dwa dni temu        w nowym cyklu „Raport samorządowy”.  

Nietrudno zauważyć, że celem tego wywiadu było pokazanie Karpacza pod rządami obecnego włodarza w jak najlepszym świetle, ze swobodnym, wybiórczym stosunkiem do faktów.  Rozmowę przeprowadzono w chwili, kiedy w najbliższym otoczeniu miasta – powiecie karkonoskim – zgromadziły się czarne chmury nad głową starosty. W tym samym dniu, w programie II telewizji publicznej  jeden z odcinków  Ekspresu Reporterów poświęcono wydarzeniom i osobom stojącym na świeczniku powiatu.  

Rozmowa z Burmistrzem rozpoczęła się od  ubywania mieszkańców Karpacza, a zakończyła wynurzeniami na temat „przyzwoitości”.  Najwięcej uwagi  poświecono modernizacji  centrum, która lada moment ma się rozpocząć.  O kontrowersjach wokół przebudowy deptaka naturalnie nie było mowy.

Podobnie rzecz się miała z kolejnym tematem dotyczącym sporu z Karkonoskim Systemem Wodociągów i Kanalizacji i decyzji o budowie własnej oczyszczalni.  O tym, że ta inwestycja niebotycznie zadłuży miasto nie było ani słowa.

Burmistrz zapowiedział zwiększenie środków na budżet obywatelski, ale najlepszy fragment rozmowy dotyczył dworca kolejowego i okolic. Redaktor zapytał: Przy dworcu nie ma parkingu, takiego, który by się przydał do dojazdów na przykład, do Jeleniej Góry, coś próbujecie w tej… a Burmistrz wszedł mu w słowo i odpowiedział: Panie Redaktorze, to zapraszam wobec tego na wizję lokalną. Uruchomiliśmy pod koniec października zeszłego roku duży parking buforowy, na który będzie sobie można wjechać, zostawić auto, przemieszczać się swobodnie, czy to koleją, czy też również poprzez sieć komunikacji miejskiej będzie można się dostać się w każde miejsce w Karpaczu.  Naprawdę, wzruszająco piękny jest ten fragment rozmowy. Wiadomo przecież, że redaktor nie zapyta, dlaczego parking w szczycie sezonu stoi pusty. No, może po wizji lokalnej.

Po obejrzeniu gładkiego wywiadu w „Zachodnia.TV”, próbującego na siłę poprawiać wizerunek Burmistrza Karpacza nasuwają się różne skojarzenia i wnioski. Jedno jest pewne: Burmistrz ani razu nie odniósł się do  osoby najważniejszej w powiecie - starosty karkonoskiego, któremu niedawno gorąco dziękował za pozwolenie na przebudowę deptaka. Na drodze powiatowej?

Polecam obejrzenie obydwu programów nadanych 20 stycznia 2026 r.  – nietrudno je znaleźć. Oby wiatr przemian  ze starostwa zawiał wreszcie w stronę Karpacza i zdmuchnął ten balon pychy, próżności i sobiepaństwa.

środa, 7 stycznia 2026

Coś drgnęło. W oczekiwaniu na publiczną toaletę przy dworcu...

      Jest nadzieja i szansa na rozwiązanie wstydliwego problemu. Paląca sprawa z dworcową toaletą wybrzmiała tuż przed zakończeniem ostatniej sesji starego roku. 

W tym miejscu należy przypomnieć, że od czerwca, od dnia w którym przywrócono połączenia kolejowe Karpacza ze światem, podróżni borykają się z podstawowymi, fizjologicznymi potrzebami i w nadmiarze korzystają z WC przy Muzeum Zabawek. W okolicy dworca trudno jest  znaleźć zaciszny zakątek na łonie natury, chyba że znajdzie się śmiałek i będzie się wspinał na porośniętą lasem skarpę albo obchodził ją z drugiej strony. O ile wytrzyma.

Na sesji, gdy radny Czerniak poruszył krępującą sprawę, Burmistrz odpowiedział, że miasto pracuje nad tym problemem i  jeszcze przed majówką toaleta powinna stanąć obok dworca. Wszelkie podłączenia są już gotowe.  Czy będzie to jedyna jaskółka, co nie czyni wiosny, czy może początek  postawienia kilku  miejskich toalet z prawdziwego zdarzenia – o to nikt z radnych nie zapytał.

Może tym razem w Karpaczu nie będzie jak zwykle, a miasto przestanie wreszcie przerzucać nierozwiązane problemy na przedsiębiorców, na przykład na toalety w  restauracjach i barach.  Od czasu, kiedy zlikwidowano publiczny przybytek naprzeciwko Ośrodka Zdrowia i urządzono w nim knajpkę, a było to dawno, dawno temu, miasto przestawiło się na tojtojki.  Karpacz upstrzony specyficznymi budkami wygląda teraz jak wielki plac budowy - i faktycznie nim, niestety, jest.

Zanim zostanie uzgodniony kształt  nowej toalety z Konserwatorem Zabytków proponuję odwiedzenie arcyciekawej, cieszącej się dużym powodzeniem wystawy w Miejskim Muzeum we Wrocławiu. Do końca lutego jest w nim otwarta ekspozycja z prywatnej kolekcji, zatytułowana „Tam, gdzie król  chodzi piechotą”. Mogą ją oglądać, z podobnym zainteresowaniem zarówno dorośli, jak i dzieci.  Inspiracje dla dobrych wzorców warto czerpać z różnych źródeł.