Apartamentowce rosną jak grzyby po deszczu, a w nich apartamenty, czyli nic innego, jak mieszkania. Niewiele miast ma taką obfitość wolnych mieszkań, gotowych do wynajęcia, jak mieszkańcy Karpacza. Można w nich przebierać, jak w ulęgałkach.
Paradoks polega na tym, że ceny są kosmiczne, a wybrzydzać w ofertach mogą tylko turyści, którzy przyjechali na krótki odpoczynek. Mieszkańcy i osoby pracujące na miejscu, które chciałyby w Karpaczu zamieszkać na dłużej, wyboru nie mają. Po prostu ich na taki luksus nie stać. A miasto, które podobno jest bogate, nie ma ochoty kupować wolnych lokali z przeznaczeniem na mieszkania komunalne. Czyżby było zbyt biedne?
Świeży projekt unijnego aktu prawnego przygotowanego przez Komisję Europejską o dostępnym mieszkalnictwie ma ułatwić władzom lokalnym ograniczanie najmu krótkoterminowego, jeżeli przyczyni się on do wzrostu cen mieszkań i ich braku. Dotyczy również miejscowości turystycznych, takich jak Karpacz.
Wykazanie, że Karpacz jest obszarem dotkniętym trudnościami mieszkaniowymi będzie spoczywało w rękach władz miasta. Do tego celu mają służyć przygotowane wskaźniki, m.in. porównanie cen lokali do dochodów mieszkańców. Gmina będzie musiała także udowodnić, że najem krótkoterminowy przez co najmniej trzy lata wywierał negatywny wpływ na dostępność mieszkań.
Zanim nowe przepisy wejdą w życie, upłynie jeszcze trochę czasu. Nie wiadomo, jak nasze miasto poradzi sobie z dowiedzeniem, że ma kryzys mieszkaniowy, żeby z nich skorzystać. Na razie jedynym, przewrotnym pomysłem na zwiększenie podaży mieszkań są próby zamiany terenów zielonych na budowlane, czyli następne mnożenie apartamentów…
Polecam artykuł w Serwisie Samorządowym PAP