Terminy gonią, gminy nie nadążają i próbują znaleźć winnego. Na kogo najlepiej zrzucić opóźnienia? Najłatwiej na tego, który wymaga i nie chodzi na skróty. Tego, kto skrupulatnie się przygląda projektom planów ogólnych i nie pozwala zamienić terenów chronionych na place budowy.
Na kozła ofiarnego, odpowiedzialnego za cudze błędy świetnie nadają się teraz Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska, które skutecznie hamują gminne rozpasanie przy tworzeniu planów ogólnych i stoją na straży ochrony przyrody. Związek Gmin Wiejskich RP poskarżył się ostatnio w Ministerstwie Funduszy Regionalnych i Rozwoju na przedłużające się procedury planistyczne i winą za to obarczył RDOS-ie. Wiejscy związkowcy uderzają w wysokie tony, powołują się na Konstytucję RP, donoszą o wysokich kosztach tworzenia miejscowych planów ponoszonych gminy itp. W rezultacie domagają się jednolitych wytycznych dla organów uzgadniających… Napisał o tym Serwis Samorządowy PAP – polecam.
Zreformowane przepisy przestrzenne i nowe plany ogólne to dla wielu samorządów i posiadaczy gruntów okazja, żeby je przekształcić i zarobić. Naprawdę dużo zarobić. Na przeszkodzie stoją instytucje uzgadniające plany ogólne, w tym Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska. Nierealne, dużo wcześniej wyznaczone terminy są tylko pretekstem, żeby uderzyć w instytucje, które stoją na przeszkodzie w zapamiętałym, pozbawionym skrupułów betonowaniu miast, miasteczek i wsi. W zgodnej, zabójczej dla mieszkańców wielu gmin współpracy inwestorów z lokalnymi włodarzami.
O co w tym wszystkim chodzi? O pieniądze oczywiście, a więc o to, żeby gminy mogły budować, budować i budować w imię „rozwoju” bez końca, ile dusza zapragnie, zupełnie jak w Karpaczu!