Wracają czasy w Gminie Karpacz, o których już wszyscy albo prawie wszyscy zapomnieli, tak jak o kartkach na cukier, mięso, czekoladę, itp. Tym razem chodzi o rzecz znacznie cenniejszą – o informację, bo artykułów spożywczych jest wszędzie pod dostatkiem, do wyboru i do koloru.
Podczas comiesięcznych obrad, w „Sprawozdaniu Burmistrza z działalności międzysesyjnej” pojawiły się niepokojące akcenty. Radni, jak zwykle, dopytywali Burmistrza o różne wydarzenia, które zaistniały w gminie w ostatnim czasie. Pytań było trochę więcej niż zwykle, być może również z tego powodu, że włodarz miasta w tej części obrad przed miesiącem nie uczestniczył. Radni pytali m.in. o to, ile sporządzono nowych umów dzierżawy do 3 lat, o prace przy remoncie deptaka, w których bierze udział gminna spółka, o spotkanie z wicewojewodą oraz o audyt krajobrazowy.
Odpowiadając na poruszane kwestie burmistrz zaznaczył, że informacje, których dotychczas udzielał radnym na piśmie, nie będą już tak obszerne i zostaną ograniczone. Powodem jaki podał, jest kolportowanie informacji w różnych miejscach. Stwierdził, że tak nie może być, bo są ograniczenia RODO. Od tej pory radni będą mogli otrzymać szersze informacje tylko do wglądu.
Radny Czerniak próbował się dowiedzieć, o co chodzi. Twierdził, że informacje, które dotychczas otrzymywał nie zawierały danych wrażliwych, ani nie naruszały RODO. Niestety, Burmistrz nie udzielił żadnych dodatkowych wyjaśnień, tak więc nie wiadomo, jakie dane, które tak go ubodły, wyciekły z rady. Nie wiadomo też, czy wyciek nastąpił w radzie, czy może w innym miejscu, a powód jest tylko pretekstem do ograniczenia radnym (oraz mieszkańcom) istotnych wiadomości.
Do rangi pierwszej potrzeby zaczyna urastać w Gminie informacja, którą coraz trudniej zdobyć. Kto się w Karpaczu boi prawdy?