Po cichu, bez szumu i bez pytań wycofano pospiesznie, zaraz po otwarciu sesji projekt uchwały nr 194/25. Czego dotyczył - na sesji nie wybrzmiało. Zastępca przewodniczącej rady nie przedstawił tytułu, ograniczył się tylko do podania jednej z kilku liczb w porządku obrad.
Czasami zdarza się tak, że im bardziej chce się coś ukryć, tym bardziej wychodzi to na wierzch. Tak było i tym razem. Rzecz dotyczyła zmiany nazw przystanków autobusowych w Karpaczu. Pomysł wzbudził tak dużą wesołość, że wieść rozeszła się lotem błyskawicy po mieście.
Sama nazwa projektu uchwały nie wzbudzała, na pierwszy rzut oka, żadnych podejrzeń. Była mdła, bez skojarzeń, po prostu jeden z wielu przykładów urzędniczej nowomowy. Czy projekt uchwały nr 194/25 w sprawie określenia przystanków komunikacyjnych na terenie miasta Karpacz, których właścicielem lub zarządzającym jest Gmina Karpacz oraz warunków i zasad korzystania z tych obiektów mógłby budzić jakieś emocje, oprócz wzruszenia ramionami, że znowu nie wiadomo, o co chodzi?
No, właśnie, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze! „Komuś” zrobiło się żal, że niektóre obiekty mają niezasłużenie darmową reklamę w nazwach przystanków i postanowił to ukrócić. Wymyślił, że nazwy takie, jak Bachus, Morskie Oko, czy Biały Jar trzeba zmienić! Nie może być tak, że jedni mają przywileje, a inni nie! Nie wiadomo, co siedziało w głowie tego „kogoś”. Kto wie, być może korzyści mają nie ci, co powinni je mieć? A może powojenne nazwy się „komuś” nie podobają i chciałby sięgnąć jeszcze głębiej w historię?
Bez względu na motywacje warto byłoby poznać wnioskodawcę tego pomysłu. Na okres adwentu proponuję mu inną zabawę: sięgnięcie do popularnej w ostatnim czasie gry „Visit Karkonosze”. Zadania do wykonania w planszówce czynią cuda. Przywracają równowagę tak potrzebną przed Świętami i Nowym Rokiem.