wtorek, 30 grudnia 2025

Komu zagraża miejski parking przesiadkowy?

     Na  krótkiej, ostatniej sesji w mijającym roku wszyscy wszystkim składali życzenia noworoczne i dziękowali sobie nawzajem za dotychczasową współpracę. Wczorajsze posiedzenie przyniosło, przy okazji parę ciekawych zdarzeń.

Na początku uhonorowano dwóch policjantów, którzy 22 listopada odznaczyli się wielką odwagą  w czasie pożaru budynku pensjonatowego w Karpaczu i wyprowadzili kilka osób z zadymionych pomieszczeń, ratując ich życie i zdrowie.

Po uroczystości i wspólnym zdjęciu nastąpił rutynowy porządek obrad, do którego wcześniej wprowadzono nowe uchwały.  Niestety,   zmiany w budżecie głosowano, nie podając do publicznej wiadomości o co chodzi. Podobnie było w przypadku skargi na działania burmistrza. Dopiero kolejny wniosek, niezasługujący, zdaniem radnych na uwzględnienie nazwano: chodziło  o podporządkowanie  i nazewnictwo ulic  Narutowicza i Skłodowskiej. Rada wyraziła w następnych uchwałach zgodę na sprzedaż nieruchomości przyległej i przyjęła plan pracy na nowy rok.

Najciekawsza sprawa wypłynęła na koniec. Radny Czerniak zwrócił się do burmistrza o rozważenie likwidacji parkometrów  do maja przyszłego roku na parkingu przesiadkowym, ze względu na brak zainteresowania  – czynny parking od dwóch miesięcy stoi pusty. Wnosił też o wygospodarowanie paru dodatkowych miejsc dla autobusów i o zamontowanie toalety przy dworcu. Stwierdził, że obietnice były, ale toalety nie ma, natomiast są skargi na korzystanie przez podróżnych z przybytku w Muzeum Zabawek.

W odpowiedzi burmistrz uznał,  że dobrze by było poczekać jeszcze półtora miesiąca, do końca ferii, aby sprawdzić opłacalność parkingu.   

Jasne jest już dzisiaj, że ustalenie zaporowych cen na parkingu przy głównej drodze do miasta i trudności w dostaniu się do centrum Karpacza nikogo nie zachęcą do zostawienia  na nim auta. Nie trzeba czekać aż do końca zimowych wakacji, skoro teraz, w okresie świąteczno - noworocznym parking świeci pustką.  Chyba że… chodzi o coś innego.  Może o to, że intratne prywatne biznesy parkingowe „ważnych osób” za bardzo ucierpią…

Tak oto, szczytna idea Park&Ride, która z powodzeniem  się spełnia w wielu polskich i europejskich miastach, w Karpaczu  nie ma szans. „Parkuj i Jedź”   nie do Karpacza!

 

sobota, 20 grudnia 2025

Niespodziewana burza na sesji budżetowej

    Karpacz wciąż ma kłopoty z publikowaniem nagrań sesji  w Biuletynie Informacji Publicznej. Tym razem pobił gminny rekord – 20 dni! Tyle trzeba było czekać, żeby zobaczyć nagranie z 26 listopada! Ukazało się dzień przed następną sesją. Brawo!

Sama sesja rozpoczęła się  z niedużym, tym razem opóźnieniem, ale zaraz na samym początku powstał chaos. Zamieszanie z porządkiem obrad trwało dobrą chwilę, a wśród wprowadzanych projektów  znalazła się uchwała przystankowa. Nie było jej w programie sesji, a więc nie wiadomo, czy wróci Bachus, czy  Krucze Skały wygrają z domem Morgensterna, a uprzywilejowany Biały Jar będzie z przydomkiem „pętla”, czy bez.

Budżet został uchwalony dosyć gładko, z dochodami gminy na poziomie 80,6 mln zł, wydatkami  w wys. 89,8 mln zł i deficytem równym 9,2 mln zł, który ma być sfinansowany z niewykorzystanych środków, kredytów i pożyczek. Trzynastu radnych głosowało za, jeden się wstrzymał, a jedna osoba była nieobecna. Przy okazji budżetu burmistrz pochwalił się, że następnego dnia zostanie podpisana umowa o przebudowę deptaka.

W „Sprawach Różnych”  poruszono problem umów dzierżawy – burmistrz  znacząco podniósł stawki, nawet o kilkaset procent. Radny Czerniak apelował, aby zweryfikować je i  nie wylewać dziecka z kąpielą.

Ostre starcie między radnymi zaczęło się z powodu działki położonej między ul. Kolejową a torami, naprzeciwko dworca. Gmina zamierza poszerzyć ulicę o chodnik.  Kością niezgody stała się propozycja zamiany: prywatna działka za opustoszały sklep w Karpaczu Górnym, w pobliżu Wangu.  W ubiegłej kadencji radni walczyli jak lwy, żeby lokalu nie sprzedawać i zostawić go w zasobach miasta – z sukcesem. Wiceprzewodniczący Pajdzik, wcześniejszy zwolennik sprzedaży sklepu w prywatne ręce, zaatakował gwałtownie radnego Czerniaka, proponującego zamianę inną: działka za działkę. Do ataku dołączył radny Wesołowski  karygodnie oskarżając Wiesława Czerniaka, że będzie miał krew na rękach, gdy zabraknie chodnika przy dworcu. Sytuację trochę uspokoiło wystąpienie radnego Talagi, który przypomniał, że  burmistrz w swoich materiałach wyborczych proponował utworzenie w Karpaczu Górnym centrum integracji i filii biblioteki.  Burmistrz prostował, że chodziło mu o inny lokal, co nie zmienia faktu, że wyżej położona część miasta jest, pod tym względem pustynią. Rozsądne wystąpienie radnego Czerwinki, żeby lokal zachować w rękach miasta i poszukać innych rozwiązań, zakończyło burzę.

Mieszkańcy Karpacza Górnego nie mogą być dłużej bierni. Czas działa na ich niekorzyść.

 

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Zabawa w przystanki. Komu przeszkadza Morskie Oko?

    Po cichu, bez szumu i bez pytań wycofano pospiesznie, zaraz po otwarciu sesji  projekt uchwały  nr 194/25.  Czego dotyczył - na sesji nie wybrzmiało. Zastępca przewodniczącej rady nie przedstawił tytułu, ograniczył się tylko do podania jednej z kilku liczb w porządku obrad.

Czasami zdarza się tak, że im bardziej chce się coś ukryć, tym bardziej wychodzi to na wierzch. Tak było i tym razem. Rzecz dotyczyła zmiany nazw  przystanków autobusowych w Karpaczu. Pomysł wzbudził tak dużą wesołość, że wieść rozeszła się lotem błyskawicy po mieście.

Sama nazwa projektu uchwały nie wzbudzała, na pierwszy rzut oka, żadnych podejrzeń. Była mdła,  bez skojarzeń, po prostu jeden z  wielu przykładów urzędniczej nowomowy. Czy projekt uchwały nr 194/25 w sprawie określenia przystanków komunikacyjnych na terenie miasta Karpacz, których właścicielem lub zarządzającym jest Gmina Karpacz oraz warunków i zasad korzystania z tych obiektów mógłby budzić jakieś emocje, oprócz wzruszenia ramionami, że znowu nie wiadomo, o co chodzi?

No, właśnie, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze! „Komuś” zrobiło się żal, że niektóre obiekty mają niezasłużenie darmową reklamę w nazwach przystanków i postanowił to ukrócić.  Wymyślił, że nazwy takie, jak Bachus, Morskie Oko, czy Biały Jar trzeba zmienić! Nie może być tak, że jedni mają  przywileje, a inni nie! Nie wiadomo, co siedziało w głowie tego „kogoś”. Kto wie, być może korzyści mają nie ci, co powinni je mieć?  A może powojenne nazwy  się „komuś” nie podobają i chciałby sięgnąć jeszcze głębiej w historię?

Bez względu na motywacje warto byłoby poznać wnioskodawcę tego pomysłu.   Na okres adwentu proponuję mu inną zabawę: sięgnięcie do popularnej w ostatnim czasie gry „Visit Karkonosze”. Zadania do wykonania w  planszówce czynią cuda. Przywracają równowagę tak potrzebną przed Świętami i Nowym Rokiem.