sobota, 31 stycznia 2026

A miala być spokojna sesja... Kto kogo trzyma w szachu?

      W Karpaczu nigdy nie jest nudno. A gdy zdarza się cisza, to tylko przed burzą, którą tym razem przyniosła ostatnia sesja. Trzy dni temu  główna sala w urzędzie była świadkiem potyczki, jaka rozegrała się między Burmistrzem, a jego własnym zapleczem.

Pierwszy pomruk zwiastujący ulewę rozpoczął się zaraz na początku. Radny Wesołowski złożył projekt uchwały  podpisany przez grupę radnych, uchylający uchwałę w sprawie opłaty reklamowej.  Na pytanie radnego Czerniaka o powody, odpowiedział zaczepnie i arogancko, że dowie się przed głosowaniem.

Projekt uchwały w sprawie opłaty reklamowej już dwukrotnie wchodził na sesję - w październiku i listopadzie 2025 r. – i za każdym razem był z niej wycofywany. Tym razem nie znalazł się w programie sesji, a próba całkowitego uchylenia uchwały wywołała niemałe zaskoczenie. 

Jedyną dobrą rzeczą w tej sprawie była szeroka dyskusja i włączenie się do niej, do tej pory niemych radnych.  Burmistrz tym razem zachował się jak gospodarz miasta.  Bronił opłaty reklamowej i wykazywał jej sens. Niestety, argumenty trafiały w próżnię, a przykład Szklarskiej Poręby, która takie opłaty wprowadziła, nic nie pomógł. Twarzą  grupy radnych  i ich głównym dyskutantem został radny Wesołowski. Jego knajacki język i bezczelne zachowanie na sesji dobrze oddawało „ducha” tej inicjatywy uchwałodawczej. Jeszcze przed głosowaniem rzucił: najpierw deptak, a potem reklamy.  

Za uchwałą zgłoszoną na sesji przez Wojciecha Wesołowskiego głosowało 11 radnych. Odwagą i myśleniem w interesie wszystkich mieszkańców wykazało się tylko czterech: Wiesław Czerniak, Krzysztof Pakul, Jarosław Serwinis i Patryk Talaga.

Tzw. uchwała reklamowa obowiązuje w Karpaczu od pięciu lat.  Nie dość, że  wówczas,  przed głosowaniem  została mocno  okrojona, to potem zaskarżono ją  do WSA  i w wyniku wyroku dodatkowo osłabiono. Teraz  całkowicie ją sparaliżowano, bo brak opłat to przyzwolenie na  wolną amerykankę i zgoda na reklamową samowolkę.

Grupce cwanych przedsiębiorców i związanych z nimi radnych  tym razem się udało. Pokonali Burmistrza i pogrozili mu palcem. Dalej będą oblepiać domy z płotami swoimi i cudzymi reklamami i  na tym zarabiać. Oni mieliby płacić??? Też coś!

Kto kogo trzyma w szachu w Karpaczu   nie jest do końca jasne.  Wiadomo za to, kto za te gierki zapłaci. Oczywiście, jak zwykle mieszkańcy. A miasto dalej będzie wyglądać, jak cyrkowa buda obwieszona  tandetnymi płachtami. Trupie kuglarzy z Karpacza to odpowiada. Wart Pac pałaca, a pałac Paca.

czwartek, 22 stycznia 2026

Jak w krzywym zwierciadle. Burmistrzowi brakuje lustra

      Zniekształcona, przesłodzona rzeczywistość – tak wyglądała rozmowa redaktora zachodniej telewizji regionalnej  z Burmistrzem Karpacza, opublikowana dwa dni temu        w nowym cyklu „Raport samorządowy”.  

Nietrudno zauważyć, że celem tego wywiadu było pokazanie Karpacza pod rządami obecnego włodarza w jak najlepszym świetle, ze swobodnym, wybiórczym stosunkiem do faktów.  Rozmowę przeprowadzono w chwili, kiedy w najbliższym otoczeniu miasta – powiecie karkonoskim – zgromadziły się czarne chmury nad głową starosty. W tym samym dniu, w programie II telewizji publicznej  jeden z odcinków  Ekspresu Reporterów poświęcono wydarzeniom i osobom stojącym na świeczniku powiatu.  

Rozmowa z Burmistrzem rozpoczęła się od  ubywania mieszkańców Karpacza, a zakończyła wynurzeniami na temat „przyzwoitości”.  Najwięcej uwagi  poświecono modernizacji  centrum, która lada moment ma się rozpocząć.  O kontrowersjach wokół przebudowy deptaka naturalnie nie było mowy.

Podobnie rzecz się miała z kolejnym tematem dotyczącym sporu z Karkonoskim Systemem Wodociągów i Kanalizacji i decyzji o budowie własnej oczyszczalni.  O tym, że ta inwestycja niebotycznie zadłuży miasto nie było ani słowa.

Burmistrz zapowiedział zwiększenie środków na budżet obywatelski, ale najlepszy fragment rozmowy dotyczył dworca kolejowego i okolic. Redaktor zapytał: Przy dworcu nie ma parkingu, takiego, który by się przydał do dojazdów na przykład, do Jeleniej Góry, coś próbujecie w tej… a Burmistrz wszedł mu w słowo i odpowiedział: Panie Redaktorze, to zapraszam wobec tego na wizję lokalną. Uruchomiliśmy pod koniec października zeszłego roku duży parking buforowy, na który będzie sobie można wjechać, zostawić auto, przemieszczać się swobodnie, czy to koleją, czy też również poprzez sieć komunikacji miejskiej będzie można się dostać się w każde miejsce w Karpaczu.  Naprawdę, wzruszająco piękny jest ten fragment rozmowy. Wiadomo przecież, że redaktor nie zapyta, dlaczego parking w szczycie sezonu stoi pusty. No, może po wizji lokalnej.

Po obejrzeniu gładkiego wywiadu w „Zachodnia.TV”, próbującego na siłę poprawiać wizerunek Burmistrza Karpacza nasuwają się różne skojarzenia i wnioski. Jedno jest pewne: Burmistrz ani razu nie odniósł się do  osoby najważniejszej w powiecie - starosty karkonoskiego, któremu niedawno gorąco dziękował za pozwolenie na przebudowę deptaka. Na drodze powiatowej?

Polecam obejrzenie obydwu programów nadanych 20 stycznia 2026 r.  – nietrudno je znaleźć. Oby wiatr przemian  ze starostwa zawiał wreszcie w stronę Karpacza i zdmuchnął ten balon pychy, próżności i sobiepaństwa.

środa, 7 stycznia 2026

Coś drgnęło. W oczekiwaniu na publiczną toaletę przy dworcu...

      Jest nadzieja i szansa na rozwiązanie wstydliwego problemu. Paląca sprawa z dworcową toaletą wybrzmiała tuż przed zakończeniem ostatniej sesji starego roku. 

W tym miejscu należy przypomnieć, że od czerwca, od dnia w którym przywrócono połączenia kolejowe Karpacza ze światem, podróżni borykają się z podstawowymi, fizjologicznymi potrzebami i w nadmiarze korzystają z WC przy Muzeum Zabawek. W okolicy dworca trudno jest  znaleźć zaciszny zakątek na łonie natury, chyba że znajdzie się śmiałek i będzie się wspinał na porośniętą lasem skarpę albo obchodził ją z drugiej strony. O ile wytrzyma.

Na sesji, gdy radny Czerniak poruszył krępującą sprawę, Burmistrz odpowiedział, że miasto pracuje nad tym problemem i  jeszcze przed majówką toaleta powinna stanąć obok dworca. Wszelkie podłączenia są już gotowe.  Czy będzie to jedyna jaskółka, co nie czyni wiosny, czy może początek  postawienia kilku  miejskich toalet z prawdziwego zdarzenia – o to nikt z radnych nie zapytał.

Może tym razem w Karpaczu nie będzie jak zwykle, a miasto przestanie wreszcie przerzucać nierozwiązane problemy na przedsiębiorców, na przykład na toalety w  restauracjach i barach.  Od czasu, kiedy zlikwidowano publiczny przybytek naprzeciwko Ośrodka Zdrowia i urządzono w nim knajpkę, a było to dawno, dawno temu, miasto przestawiło się na tojtojki.  Karpacz upstrzony specyficznymi budkami wygląda teraz jak wielki plac budowy - i faktycznie nim, niestety, jest.

Zanim zostanie uzgodniony kształt  nowej toalety z Konserwatorem Zabytków proponuję odwiedzenie arcyciekawej, cieszącej się dużym powodzeniem wystawy w Miejskim Muzeum we Wrocławiu. Do końca lutego jest w nim otwarta ekspozycja z prywatnej kolekcji, zatytułowana „Tam, gdzie król  chodzi piechotą”. Mogą ją oglądać, z podobnym zainteresowaniem zarówno dorośli, jak i dzieci.  Inspiracje dla dobrych wzorców warto czerpać z różnych źródeł.